Coffee

Dołączyłam do grona tych, którzy wiedzą, a jednak popełniają błąd.

Walcząc z sennością, postanowiłam kupić sobie kawę. Wzięłam na wynos, bo zamówiłam jeszcze pierogi dla syna.

Doprawiłam cynamonem, nałożyłam wieczko i czekałam na wydanie dania.

W oczekiwaniu, wzięłam łyk kawy, ale jakoś nie poczułam jej smaku… za to poczułam rozchodzące się ciepło, a potem nawet palący ból w piersi…

Okazało się, że – choć byłam pewna, że wieczko jest poprawnie założone- wylałam na siebie kawę!

Część napoju zatrzymała chusta, część luźna bluzka, a część (sporą część) pochłonęły poduszeczki wbudowane w biustonosz.

Witaj w klubie- poparzeni kawą!

Co za wstyd… nie ja pierwsza, nie ostatnia- więc uważajcie!

Nie wiem, czy mogę polecić model biustonosza. Z jednej strony jest to rzecz bardzo chłonna, dzięki czemu kawa nie spłynęła mi do majtek. Z drugiej strony opóźnia reakcję na poparzenie. Chustę można śmiało w barze zdjąć. Bluzkę odsunąć od ciała, ale stanik z kawą już nie bardzo. Nawet odciąganie kawy z piersi w miejscu publicznym nie przystoi…

Historia stara, jak świat… Stella Liebeck

Telefon

Po dwudziestej – telefon. Kierunkowy Kraków.

Odebrałam.

-Jest Kasia?- usłyszałam w telefonie głos, którego nie mogłam ocenić.

Kiedy zaprzeczyłam, dało się słyszeć bełkotliwy ciąg słów, z którego wyłuskałam pytanie o Wiktorię.

Po chwili oceniłam, że to głos starszej kobiety. Niestety głuchej, bo nie rozumiała, że jej tłumaczę, że pomyliła numer.

-Nic nie słyszę! Nic nie słyszę! Jestem sama w szpitalu, niech ktoś do mnie przyjedzie.

Rozłączyła się zostawiając mnie ze swoim strachem.

Takie tango

Lotnisko w Berlinie. Samolot lecący w kierunku Paryża.

Wielonarodowość, wielokulturowość. Nie wiadomo, kto zajmie fotel obok.

Usiedli. On w kapturze, odcinający się od wszystkich i wszystkiego, zaległ w fotelu i zastygł, próbując po prostu odbyć lot. Ona postanowiła wykorzystać ten czas na przygotowanie się do pracy i wyjęła nuty, by poczytać. Kiedy się upewniła, że wszystko już pamięta, wyjęła książkę.

Książka zdradziła język, jakim się posługuje. Mężczyzna wykorzystał ten fakt i postanowił ją zaczepić. Ona była zaskoczona, że pasażer siedzący obok mówi po polsku. Jeszcze bardziej zdziwiło ich to, że są muzykami i oboje są ze Szczecina. Wymienili się numerami telefonów i rozstali, bo lotnisko w Paryżu było tylko miejscem przesiadki.

Po jakimś czasie on się do niej odezwał.

-Słuchaj, wszystko o tobie już wiem. Przeszukałem internet. Proponuję wspólne koncerty w takich terminach. Co ty na to?

Ona się zgodziła, bo lubi ludzi konkretnych.

Tak powstał duet światowego poziomu. Odniosłam wrażenie, że świetnie się rozumieją, łączy ich nie tylko pasja do muzyki, ale także poczucie humoru i dobra energia.

Krzysztof Meisinger – jeden z najwybitniejszych gitarzystów klasycznych, uwielbiany przez krytyków i publiczność na całym świecie, występował m.in. w Musikverein w Wiedniu, Wigmore Hall w Londynie, Tokyo International Forum czy Filharmonii Berlińskiej.

Magdalena Heinz – znakomita skrzypaczka Deutsche Oper Berlin, laureatka międzynarodowych konkursów i ceniona kameralistka, regularnie koncertująca na najważniejszych festiwalach Europy.

To dzięki nim spędziłam wieczór pełen magii i muzycznego kunsztu! Historia tanga- od barokowych kompozycji Bacha, po muzykę Piazzolli.

Uwrażliwia.

Być ludźmi

Nie uczy się ludzi, jak być ludźmi, a uczy się ich wszystkiego innego.- Blaise Pascal, Myśli

Szukałam tego cytatu… dostrzegłam będąc w filharmonii…

Trafiłam na ciekawe widowisko, połączenie muzyki klasycznej ze streetdancem oraz sztuczkami multimedialnymi.

Wielu mówi- za dużo na jeden spektakl lub to nie dla mnie. Myślę, że jednak dla wielu- zwłaszcza dla młodych, którzy potrzebują o wiele więcej bodźców, by coś mogło ich zainteresować w filharmonii…

Poszłam z uwagi na muzykę i ich wykonawców. Nie zawiodłam się. Dyrygent grający jednocześnie na skrzypcach to było coś, z czym się wcześniej nie spotkałam.

Mój syn powiedział, że z nudów lecą mu łzy. Na pokazie leciały mu ciurkiem. Mi łzy lecą ze wzruszenia i udało im się mnie poruszyć (może to wcale nie jest trudne?).

Widowisko nawiązujące do baroku podzielone było na części: namiętność, vanitas, poznanie, intuicja i finał. Każda z części podzielona była na mniejsze fragmenty opowiadające przeróżne historie poprzez taniec, muzykę i animację. Tam właśnie wykorzystano cytaty z Myśli Blaise’a Pascala.

Stałam się „myślącą trzciną” i swoim drżeniem chciałam się podzielić. Musiałam z rzeczywistości, w której panowała już całkiem inna atmosfera, opierająca się głównie na konsupcjonizmie- przenieść w mój świat wirtualny, w którym w jednej z kiekszonek skrywam przyjaciela.

Mówiłam mu więc o barwach, falujących strojach, o pływających meduzach w pałacowej sali balowej, o miłości, o przemijaniu, a potem o mieście, które opuszczałam nocą, o samotności w ciemnym lesie…

A on słuchał.

W widowisku wykorzystano tez ten utwór: Mall Grab The Way I’m Feeling

Traktat o chrupiących policzkach

Propozycja na długie, jesienne wieczory. Książka „Piękno Opowiadane Pół Żartem”

„Relacja nie musi mieć nazwy, aby istnieć. W epoce, w której miłość jest zdefiniowana przez nadmiar słów, spotkanie z nim było ćwiczeniem z Lekkości.

Łączyła ich Piękna Forma – jego pisanie, jej blog, który stał się raison d’être ich korespondencji. Ona proponowała Ciężar jaki niesie ze sobą kochanie, ale on, w akcie niezwykłej, choć bolesnej, moralnej precyzji, utrzymywał dystans.

Był to jednak dystans aktywny: dbał o jej dobrostan. Podsyłał książki, które były mapami jej własnego, przyszłego ja. Uczył ją rytuału parzenia kawy z miodem gryczanym. Opowiadał o smakach swojej kuchni. Te gesty nie były romantyczną deklaracją, lecz kodem. Były one dowodem na to, że prawdziwa bliskość może istnieć poza kategorią Związku.

​Cały dylemat sprowadza się do jednego: Czym są „chrupiące policzki”? Czy jest to czuły dowód miłości ukryty za maską ironii? Czy to tylko filozoficzna kategoria opisująca idealny stan bytu – radosny i nietrwały?

​Książka jest zapisem tej fascynacji, dowodzącym, że inspiracja i nadawanie kolorytu to najwyższe i najbardziej wolne formy miłości, która nie potrzebuje i nie zniesie definicji.

Kundera widziałby w tym piękny, intelektualny taniec, w którym bohaterowie bronią swojej wolności, a jednocześnie nieświadomie tworzą własną, niepowtarzalną formę miłości.

Nie napisał tego Milan Kundera. Nie napisała tego Salmiakowa. Napisał to AI…

Zasypiam

Ostatnio zasypiam z Maciejem. Nie wiem, jak do tego doszło. Chyba przyzwyczaiłam się do niego. A raczej do jego głosu.

Maciej Kowalik czyta Mężczyznę, który się uśmiechał. Rozwiązuje zagadkę kryminalną, którą ja przesypiam.

Chyba czuję się z nim bezpiecznie. Od czasu do czasu budzę się i sprawdzam, jak sobie radzi. Poza tym z jestem z nim w Ystad, które lubię…

Śpię spokojnie.

Mój mąż zasypia z Filipem…

*Zapomniałam…

Kardiolog

Pamiętam, że wchodząc pomyślałam:

-Ooo, zrobił się starszy…

Na co on prowadząc wywiad zapytał:

-Przytyla pani?

No i byliśmy kwita. Nawet kwestia ilości wypijanej przeze mnie kawy nie miała znaczenia. Nie zaproponowałam mu wspólnej.

-Proszę unieść bluzkę i rozluźnić stanik, żebym mógł zrobić USG.

Mówiąc jeszcze o tej kawie, powiedziałam głośno, właściwie do siebie:

-A zdejmę wszystko…

Zdawało się, że jęknął. Nie zwracałam uwagi. Nie będę się gramolić w fatałaszkach.

Bez prościej.

Ciało

Basen. Tor 5. Długość 25m. 47 sekund w jedną stronę. Leniwie. Nibyżabką. Dłużej stylem dowolnym, grzbietowym, niezatapialnym, w drugą stronę.

Mam problem z oddechem. Bo wczoraj nie smakował mu kurczak po japońsku. Dzisiaj znowu zachowanie męża, jak u przedszkolaka z wybiórczością pokarmową, bo podałam zupę z dyni.

Nawrót.

Krem z dyni… Z prażonymi ziarnami czarnuszki, gorącymi grzankami i chipsem z boczku. Pyszna. Źle. Niedobra.

Nawrót.

Syn powiedział, że dobra, bo kotu smakowała. Wylizał jego miskę, nie trzeba myć…. ciekawe, ile zjadł syn, a ile kot…

Nawrót.

Nawet łosoś nie taki, bo nie prosto z pieca, bo upiekł się szybciej. Moja wina, że stali w korku. Moja?

Nawrót….

Na torze czwartym piękne ciało. Płynne ruchy. W 47 moich sekund on robi dwie długości basenu. Piękne ramiona. No piękne… Wspaniale ciągnie swoje ciaaaałoooo.

Oooo nawrót…

…tak długo czekam nawet woda pragnie twych rąk…

Woda z basenu nie smakuje.

Nawrót.

moje dłonie głodne

Nawrót.

…?…skurcz… wydaje mi się…

Nawrót

…!…

***

-ej, ale jak to? Obok trupa pływałaś?

-nie wiem, kim był. Miał piękne ciało…

-to tak mówią kobiety? Nie mówią ciacho, czy coś, tylko ciało?

Nie wiem, jak mówią kobiety. Wiem, jak mówią mężczyźni: dupa, damulka, laska, foczka, dziunia, niunia, pańcia, szmula… no chyba, że jest brzydka… To gorzej mówią…

Republika- Ciało

Co, jeśli?

„Być może jest to największy błąd, jaki popełniamy w życiu, że zakładamy, że inni są podobni do nas i że mamy podobną siatkę poznawczą, podobną wrażliwość. Bardzo często wydarzenia w życiu pokazują, że właśnie tak nie jest. Stąd się bierze kupa nieszczęść” – w wywiadzie, Olga Tokarczuk

Listy*

Gdy piszę do Ciebie listy…

…większość z nich nie ma początku, ani końca…

Nie lubię tych wszystkich „Mój Drogi”, „Przyjacielu”, „Kochanie”. Czasem lubię zaczynać od Twojego imienia. Zdrobniale… Choć wiem, że bardziej chcę by wybrzmiało to dla mnie, niż dla Ciebie… Nazywając Cię po imieniu, jesteś bardziej mój… I tylko jeden… I tak jakby bliżej…

Listy nie mają też końca. „Twoja na zawsze” , samo „Twoja”- brzmi dziwnie. Samo imię jakoś oschle, poza tym nie wiem, jak je wymawiasz… Słowa „pozdrawiam” są w każdym mailu w skrzynce, nawet tej ze spamem…

Piszę więc same środki listów, wyrwane myśli spośród tych codziennych. Zapisuję chwilę lub myśl, z którą nie zdążyłam się podzielić.

A potem?

A potem nie wysyłam. Tkwią stale w folderze szkiców.

Jakże to tak je wysłać bez początku, bez końca, bez ładu, bez znaczka…

No jak?

Jevetta Steele – Calling You

Tylko dla dorosłych

-Może otworzę Ci wino?- zapytał tata.

-Nie, dziękuję.- odparłam.

-No otworzę może, bo ja sobie wezmę trochę whisky.- ponowił pytanie tata

-To ja poproszę odrobinę whisky.

-Kobiety nie piją whisky- powiedział tata, a kiedy się zorientowałam, że on nie żartuje, odkryłam, że nie wie, że ja owszem, łyknę.

Tata, kiedy się zorientował, że nie żartuję powiedział:

-Ale ja nie mam coli.

-Nie lubię coli, tato!

-To jak Ty córuś będziesz piła whisky? Z wodą? Jak ja?

-Tato, z jaką wodą… no jak…

Tata zaniemówił.

Wygląda na to, że nigdy nie siedzieliśmy wspólnie przy whisky… To chyba dobrze o nas świadczy…

Usiedliśmy, a mama włączyła Konkurs Chopinowski, żeby coś plumkało podczas naszych rozmów.

Odpoczęłam u nich… ale dłużej bym nie wysiedziała, bo kazali mi jeść….