Feeds:
Wpisy
Komentarze

I po święcie. Ksiądz o dwudziestej wszedł do sąsiadki, kwadrans później wyszedł ode mnie. Wydaje mi się, że za ścianą siedział ciut dłużej. Był wikary, którego znam z wizyt u babki, więc nie miałem żadnego problemu z konwersacją. Ksiądz opowiadał o objawieniu w Gietrzwałdzie, którego jubileusz będzie w 2027 roku i że „nasz biskup i nasz prezydent zaprosili z tej okazji papieża do Polski, ale jeszcze nie wiadomo, czy przyjedzie”. Ja zrewanżowałem się pytaniami o awans i obgadywaniem proboszcza z parafii mamy („Wiem, wiem” – śmieje się wikary). Nie przeciągam spotkania, bo było widać, że księdzu spieszno na kolację, a i ja myślałem już o dojedzeniu ryżu z obiadu.

Z ostatniejszej chwili

Minęła dziewiętnasta. Nadal czekam. Pogadałem trochę z mamą, która dzwoniła po osiemnastej, ciekawa wrażeń z kolędy. Przed chwilą ktoś wchodził do drugiej klatki schodowej (byłem na balkonie celem zlustrowania ulicy), ale czy to ksiądz? Ciemno, daleko, nie rozpoznałem. Pamiętam, że któregoś roku proboszcz dotarł do nas dopiero przed dwudziestą drugą. Może tym razem będzie podobnie?

Z ostatniej chwili

Siedemnasta trzydzieści, księdza nadal nie ma. Już mnie zaczyna uwierać to czekanie na kolędę. Gdyby nie to, że prasowałem serwetę¹ blisko godzinę, chyba bym zamknął drzwi i udawał, że mnie nie ma. Prawie do tego dojrzałem. Tylko tej pracy przy prasowaniu mi szkoda.

______
¹ A przynajmniej to, co uznałem za serwetę. Tkanina jest biała, z jakimś ozdobnym wzorem w splocie i zdecydowanie za krótka, by mogła służyć za prześcieradło. Przypuszczam, że to może być serweta na okrągły stół, którego się pozbyliśmy blisko trzydzieści lat temu. A była przez babkę używana jeszcze dawniej, bo w czasach przed pojawieniem się białych obrusów syntetycznych, takich bardziej plamoodpornych, czyli ostatni raz chyba w latach 80. zeszłego wieku.

W południe wizyta Barbary i godzinna pogawędka przy herbatce o chorobach, służbie zdrowia (bratowa przyszła przeczekać do umówionej wizyty u lekarza) i patologiach życia rodzinnego. Ja rozumiem, że dziewczyna potrzebuje się wygadać, ale czy nie lepiej byłoby z tym iść do własnej siostry, a nie do szwagra. Przecież ja bratu i tak nic nie powiem o żadnych z poruszanych spraw, bo wiem, że by zaraz poszedł z tym do żony (tak samo zresztą Barbara powtórzy Pawłowi wszystko, co się na jego temat powie – w niektórych aspektach to jest małżeństwo dobrane wręcz idealnie).
Przed obiadem zdążyłem jeszcze odkurzyć w pokoju na konto jutrzejszej wizyty księdza. Tak mi się nie chce przygotowywać do kolędy (biały obrus nie tylko nie został wyprany, ale nawet nie odszukałem go jeszcze w szafie), że bym najchętniej zamknął drzwi i udawał, że mnie nie ma.
Po siedemnastej wychodzę na krótki spacer do Świata Udanych Zakupów i nawet znajduję w nim tani książkowy planer¹, ale jednak chcę normalny kalendarz, więc się powstrzymałem przed kupnem. Niedziela handlowa, więc się przejdę do centrów handlowych za miastem – tam jest i EMPiK, i kilka sklepów z tanią masówką, w których można czasem trafić coś ciekawego.

______
¹ Fakt, że bardziej niż w połowie przeterminowany, bo na przełom 2025/26 (po sześć miesięcy z każdego roku) ale tylko 3 zł za egzemplarz.

Dopiero po siedemnastej zebrałem się do wyjścia w miasto. Planowałem rozejrzeć się za promocją na tegoroczne książkowe kalendarze (zaraz koniec stycznia, to już chyba powinny znacznie potanieć), ale przez późną porę ograniczyłem się jedynie do zakupów w Biedronce. Potrzebowałem cebuli do obiadu (znów pierogi z mięsem). I surówki. I to kupuję, chociaż promocja na mleko też kusi. Niestety tym razem musiałbym brać dwanaście kartonów, a pod stołem mam nadal pełno. Po drodze zachodzę na cmentarz zapalić znicze u dziadków. Każdy lepszy wnuk przy okazji dzisiejszego Dnia Babci by się zdobył przynajmniej na ładny tekst wspomnieniowy na FB. A ja jedynie na taki łatwy a pusty gest dla nikogo – znicz. Dla nikogo, bo przecież nikt normalny zimą po cmentarzu zasypanym śniegiem nie łazi.
A na blogu zamiast choć jednego słowa wspomnienia – goła dupa Petera Claffeya.
I żeby to jeszcze była ładna dupa.
Ale gdzie!

Errata


Tyłka Petera Claffeya chyba jednak ładnym nazwać nie można. Ale sam Peter w swojej roli jest niezły. A pierwszy odcinek serialu miał klimat najlepszych sezonów „Gry o tron”. Oby dalej było równie dobrze.

Wrzucam tak na szybkiego, bo widzę, że się niektórzy czytelnicy niecierpliwią brakiem nowego tekstu.

Zdjęcie z zasobów Casperfan-Naked Famous Males

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ciśnienie (atmosferyczne) spadło do poziomu ↓1021 hPa i jest już jakby trochę lepiej. Głowę nadal czuję (ucisk w skroniach), ale nie mogę powiedzieć, że boli. Wcześniej tak. A przed siedemnastą było całkiem dziwnie: wchodząc na piętro zamku, ocieram się o ścianę klatki schodowej, tak mnie jakaś niewiadoma siła ściąga nieustannie w prawą stronę. Zamek? Miałem wieczorem kolejne spotkanie w ramach muzealnej Akademii i prelekcję o witrażach. Tym razem zaproszona z Olsztyna historyczka opowiadała o jednym z niemieckich zakładów witrażowych i jego realizacjach, które nadal można oglądać w kościołach Warmii i Mazur. Pogoda chyba zatrzymała ludzi w domach, bo do muzeum przyszło około dziesięciu osób¹, a szkoda. Pani dobrze opracowała temat, gadała ciekawie i miała bogaty materiał fotograficzny w prezentacji.

________
¹ Krzeseł ustawiono na czterdzieści – dwie partie po cztery w pięciu rzędach. Ze znajomych nieznajomych znów się witam uściśnięciem dłoni z Tytusem. Co w sumie nic nie znaczy, ale odnotowuję ku pamięci.

2026.01.23
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij