(Rozmawiała Lina Coletti, L’Europeo, 11 lipca 1976, Tłumaczyła Jadwiga Korycka; wywiad ukazał się też w czasopiśmie Film na świecie)
USA, 113 min
Robert De Niro (na zdjęciu) Cybill Shepherd Peter Boyle Jodie Foster inni |
reż. Martin Scorsese scen. Paul Schrader
Kilka nominacji do Oscara Złota palma dla Scorsese |
– Travis Bickle ekskomandos, który powrócił z Wietnamu, jest nocnym taksówkarzem — cierpi na bezsenność i nie mógłby spać w nocy. Dostaje trasę Coney Island-Bronx, gdzie towarzyszy mu smród rozkładającego się miasta, które w nocy wydziela fetor nie do zniesienia. Prostytutki, rajfurzy, chuligani, kryminaliści, spiskowcy… A co za tym idzie — brud, deprawacja; plugastwo, potworność. Podziemny świat, występny i przerażający. Rynsztok. Piekielny krąg, w którym Travis, już zwichnięty psychicznie, gubi się. Tymczasem, wszystko mu się nie udaje. Na przykład, kiedy poznaje Betsy, piękną blondynkę ze sztabu kandydata we wstępnej kampanii prezydenckiej to — mając również zahamowania seksualne — prowadzi ją w końcu w jedyne miejsce, w jakie nie powinien: do kina porno. I oto koniec historii, która nigdy się nie zaczęła. Wobec tego Travis usiłuje opowiedzieć komuś swoją historię i zwierzyć się ze swoich kłopotów. Ale świat przybrał wymiar księżycowy: mówi się tam wśród głuchych, a więc jedynym wyjściem jest rozmowa z samym sobą. Potem spotyka Iris, która mając zaledwie 13 lat jest już prostytutką i robi „rzeczy zupełnie nie do pomyślenia”, jak zachwala jej obleśny sutener. To go dobija zupełnie. Wybucha w nim niepohamowana nienawiść do grzesznych kryjówek miasta — Travis, samotny wariat, przygotowuje się do wymierzania sprawiedliwości z samobójczym posłannictwem, które ma posmak pogańskiego rytuału. Uzbrojony po zęby (na plecach ma prawdziwy arsenał, Magnum 44 i automaty, przypomniałby Oswalda i Shirana, tylko że oni mieli za sobą mafię i CIA, on, prościej, swoją nerwicę), spojrzenie schizofrenika, głowa ogolona z pozostawionym pasmem włosów pośrodku, jak jakiś Mohawk czy Irokez, Travis usiłuje w wypełnionym po brzegi Columbus Circle zgładzić kandydata na prezydenta, którego winą może yło to, że nie oczyścił miasta z występku, że nie respektował amrykańskiego mitu prawa i porządku. Ale wskutek natychmiastowej interwencji obstawy ponosi fiasko, wobec tego zmienia cel. Występuje przeciwko klientom i protektorom Iris. Następuje prawdziwa jatka, z której, po nieudanej próbie strzelenia sobie w łeb, wychodzi jako „bohater”, aby usiąść za kierownicą swojej taksówki — może już wolny od swojej wściekłości, a może tylko czekając na kolejną okazję do jej wyładowania…
— Tak, taksówkarz, w gruncie rzeczy, jest najbardziej odpowiednim symbolem zarówno samotności jak i obojętności, która tworzy nerwicę doprowadzając do gwałtu, agresji. Proszę sobie wyobrazić: wchodzimy do auta, mówimy dzień dobry albo dobry wieczór, podajemy adres i natychmiast jest: tak, jakby taksówkarz przestał istnieć. Tak jakby nie był już istotą ludzką, ale częścią swojego pojazdu: kierownicą, wycieraczką… W taksówce ludzie kłócą się, kochają, rozmawiają o interesach, plotkują, opowiadają świństwa. Kierowca taksówki widzi to i słyszy, ale jest zarazem tak, jakby jego nikt nie dostrzegał i nie słyszał… Oto dlaczego staje się on symbolem świata, w którym ludzie patrzą na siebie i rozmawiają, alé w rzeczywistości panuje taka obojętność, taka anonimowość i alienacja, że jest tak, jakby się nic nie działo.
— A zatem, taksówkarz jako symbol samotności i alienacji. I na dodatek w beznadziejnym Nowym Jorku.
— Właśnie. Ponieważ obojętność w Nowym Jorku, anonimowość w Nowym Jorku, alienacja w Nowym Jorku… No cóż, w Nowym Jorku możesz również zwariować albo zdychać na chodniku i nikt prawie tego nie zauważy…
— Nowy Jork, w efekcie, jest dla Amerykanów koszmarem. Ponad milion bezrobotnych utrzymujących się z zasiłków miejskich. W roku 1975 nastąpiło dalsze zwiększenie liczby przestępstw: o 7 procent aktów gwałtu i zabójstw i o 14 procent przypadków grabieży. Zlewisko wyrzutków i mętów ludzkich, mówi pan. Miasto ideologicznie i dosłownie skażone. Ciemna plama na sumieniu waszego purytanizmu…
— Jedno jest pewne, ze żadne miasto na świecie nie mogłoby, równie szeroko otworzyć bram dla szaleństwa. Proszę zapytać o to Paula Schradera; napisał on scenariusz
do filmu i w okresie, kiedy on sam znalazł się w kryzysowej sytuacji i wałęsał bez celu, miał doświadczenie bardzo zbliżone do doświadczeń taksówkarza… Chcę powiedzieć, że Paul natchnienie czerpał z własnych depresji, z własnych frustracji, że napisał tę poruszającą historię na podstawie własnych przeżyć. A ja… Ja bardzo kocham Nowy Jork, w Nowym Jorku wyrosłem i wiele scen nakręciłem w środowiskach, które są mi bardzo bliskie. Wychowywać się w takim mieście, w Little Italy miasta takiego jak Nowy Jork, to w końcu oznacza ukształtować sobie charakter i nacechować sobie życie… Ponieważ nie można uciec od tego na czym się wyrosło, tak jak nie można w gruncie rzeczy uciec od Kościoła…
— Właśnie, Jako chłopiec chciał pan być po prostu księdzem…
— Tak. Widzi pan, urodziłem się w Flushing, Long Island. Ale moi bliscy są Sycylijczykami. Rodzice, dziadkowie… Surowi moraliści. A ponieważ jako chłopiec byłem także bardzo chory… Słowem: czułem się „inny”. Trochę tak jak Travis, w pewnym sensie… Nie tylko dlatego, że byłem ex-Włochem, a więc „obcym”: również dlatego, że inni wychodzili, biegali, grali w baseballa, a ja pozostawałem w pokoju, hodując w sobie jeśli nie urazy, to nerwicę, z powodu swojej odmienności. Potem wysłano mnie do Jezuitów i moja „inność” znalazła tam ukierunkowanie. Chciałem być księdzem, ponieważ właściwie dla Włochów w Ameryce łatwiejsze od innych były te dwie drogi: ksiądz i gangster. Ale to oni mnie nie kochali. Ponieważ nie uczyłem się wystarczająco wiele, nie miałem na tyle mocnego charakteru.,. Pozostała jednak postawa katolicka, od której nigdy się nie uwolniłem…
— Istotnie, ktoś określił pański film jako „quasi-religijny”…
— Może z powodu uporu Travisa. Bo Travis nie ustępuje i obnosi .swoją moralność aż do końca…
— Schrader powiedział, że jest pan uparciuchem twardym i delikatnym jednocześnie. Słowem, że szalenie trudno jest pracować z panem. Nawet jeśli, w końcu, leniej pracować z szalonym geniuszem niż z najbardziej cywilizowanym przeciętniakiem. Szalony geniusz, który w jakiś sposób może być podobny do niego, do Travisa?
— Wyjaśniłem to pani — może jestem do niego podobny, ponieważ stosunki z innymi zawsze były dla mnie trudne. Ponieważ słabe zdrowie z jednej strony uszlachetnia, ale z drugiej nadszarpnęło moją wytrzymałość i ponieważ także często tracę cierpliwość…
— Travis ją traci i zabija, jednak pan…
— A ja nauczyłem się tego nie robić… Wie pani, w gruncie rzeczy w każdym z nas tkwi jakiś Travis, rodzaj potwora… Tylko że nauczyliśmy się go powstrzymywać. Albo
po prostu nie chcieć go widzieć…
— Ale kim jest Travis, czy również głupcem?
— Nie, jeżeli już, to człowiekiem naiwnym. Raczej niewinnym niż naiwnym… Interesującym typem niewinności, ale zarazem typem niewinności niebezpiecznej. Nic szarego — tylko białe albo tylko czarne. Proszę to rozważyć politycznie. Politycznie Travis nie jest kimś nieokreślonym. Jest kimś, kto walczył na wojnie uważając ją za słuszną i po powrocie spostrzegł się, że była ona pomyłką, ale w gruncie rzeczy jego sposób działania jest wojskowy i wojna ma nadal wpływ na wszystkie jego czyny, na cały ten jego rytuał. I popycha go do przekroczenia granicy o wiele szybciej, niż mogłoby się to zdarzyć w przeciwnym razie.
— Travis zdobi się jak Indianin dla swojego rytuału śmierci…
— Dlatego, że żołnierze piechoty morskiej idąc do walki, golili się — nie dokładnie tak samo, ale mniej więcej tak. Rodzaj rytuału, będący przygotowaniem do walki. Czy pamięta pani Źródło Bergmana? Max von Sydow, zanim zabije tych, którzy zgwałcili jego córkę, oczyszcza się przez mycie…
– Wróćmy do Travisa. Do Travisa, który przygotowuje się do zabójstwa kandydata na prezydenta i przypomina nam NASHVILLE…
— Na pewno nie było to w moich intencjach. Widzi pan, jako chłopiec widziałem masę filmów. Fascynowała mnie przemoc filmów policyjnych lat czterdziestych… Chcę przez to powiedzieć, że film mój jest również filmem gangsterskim i wobec tego można porównywać go z innymi filmami gangsterskimi. Kiedy walczył w Wietnamie, Travis był integralną częścią systemu. Ale potem, kiedy wrócił, system go odepchnął i uczynił z niego człowieka nieprzystosowanego. Wobec tego on… No cóż, nauczono go technik zabijania i używa ich, aby znowu poczuć się żywym… Jest mnóstwo ludzi, takich jak on; Travis jest w istocie WASP (White-Anglo-Saxon-Protestant — białym-anglo-saxońskim protestantem), typowym Amerykaninem. Jednym z tych, którzy jeśli nawet działają, to nic z tego nie rozumieją.
— Przeciwnie, jedyną drogą, która stoi otworem dla Travisa jest droga gwałtu — nienawiść, która zamienia się w gwałt, jest jedynym uczuciem, jakie Travis może zrozumieć…
— Rodzaj ostrzeżenia, panie Scorsese? Rzeź jako finałowe rozwiązanie dla bękarciego społeczeństwa?
— Nie, ja nie twierdzę, że jedynym rozwiązaniem jest gwałt — twierdzę, że gwałt jest jedyną drogą, jaką może obrać Travis. Powiadają, że mój film jest filmem moralistycznym. Myślę, że tak jest, ponieważ opowiada historię kogoś, kto stara się żyć swoim życiem, nic nie rozumiejąc z tego, co się wokół niego dzieje. Nie rozumiejąc nawet samego siebie. Wobec tego nie ma alternatywy… Zresztą… Jest mnóstwo ludzi, i nie tylko- w Ameryce, którzy zabijają kogoś, zabijają krewnych, nawet zabijają nieznajomych na ulicy, a potem popełniają samobójstwo… My oglądamy to w telewizji i mówimy: to był wariat. I w gruncie rzeczy moralność jest taka, według mnie, w gruncie rzeczy ten typ niepodejrzewanej przemocy napełnia mnie zarazem strachem i jednocześnie mnie fascynuje… Z pozoru wygląda normalnie, a w środku gotowy lont… Jeden nigdy nie pozwoli sobie na wybuch, a u drugiego, tak jak w przypadku Travisa, wentyl bezpieczeństwa już nie wytrzymuje i wobec tego musi, absolutnie musi znaleźć sobie jakieś ujście…
— Travis „wybucha”, zgoda. Jednak film nie kończy się na tym: kończy się Travisem, po prostu „bohaterem”.
— Tak. Widzimy go znowu w jego pokoju po rzezi i przez chwilę, na ścianie za jego plecami widzimy zawieszone wycinki z gazet, które zrobiły z niego „bohatera”, ponieważ zabił trzy kanalie i uratował dziewczynkę. Ale to są gazety, właśnie: to mass media… Opowiadają ci podobną rzecz, a za tym kryje się zawsze podejrzenie, że chodzi o coś więcej, niż o sprawę sutenerów i prostytutek… Że jest w to również wmieszany magistrat, albo mafia, albo…
— Wyjście dyskusyjne, jednak…
— Zrobiliśmy to umyślnie, żeby nie było (to zbyt jasne — nie chcieliśmy, żeby ludzie wyszli z pakiecikiem, pięknie pakowanego, konfekcyjnego przesłania: „Wszystko już w porządku, źli zostali ukarani, dobranoc państwu”. Chcieliśmy, by się zastanowili… A poza tym… Prawdziwe znaczenie pojawia się wtedy, gdy Travis uśmiechając się siada ponownie z kierownicą…
— Słowem, usprawiedliwia go pan czy…
— Myślę, że to jest dosyć jasne: on, dobrze czy źle, być może rozwiązał swój psychopatyczny problem, ale miasto jest w istocie czymś bardziej psychopatycznym od niego… Nie usprawiedliwiam i nie skazują nikogo. Po prostu wyjaśniam, w jaki sposób można dojść do przemocy, jako jedynego sposobu ekspresji, a potem opowiadam o tej „ekspresji”…
by Peonia