niedziela, 18 stycznia 2026

Bard przez oprawcę w ramkę ujęty

 A tym oprawcą ja byłam.
Długo mój haft czekał na swoje dni chwały w "internetach", bo ukończyłam go 7 lipca 2023 roku. Pisałam o tym już i pokazywałam fotkę z procesu tworzenia. O, taką
W międzyczasie różne inne prace powstały i wiele się w moim życiu zdarzyło... Dziś mogę go wreszcie zaprezentować.
Praca nad nim była ogromną przyjemnością. Pierwszy raz zdecydowałam się na niemalże monochromat w obrazie i nie żałuję.
Patrzę na niego i uśmiecham się na myśl o tym, jak cudnie o struny dba; te w ukulele i te... głosowe, otulone szalikiem :-))
Bard bez oprawy:


I w ramce, z szalikiem wydzierganym szydełkiem:


Nieco bliżej - we fragmentach:



No i na koniec w plenerze:



I to by było na tyle w temacie Barda.

A co teraz na tamborku?
Ano, czwarty zwierzak w sweterku niebawem stanie na nogi...


Na koniec, jak to czasem u mnie bywa, załącznik muzyczny. Tym razem oczywiście z wirtuozem gry na ukulele. Myślę, że nasz bard tak właśnie mógł sobie marzyć, trącając struny...



Kochani, trzymajcie się ciepło, bo tęgie mrozy przed nami!
Dziękuję serdecznie za Waszą obecność i miłe komentarze, których niestety... coraz mniej...
Do sklikania!
Chranna


niedziela, 28 grudnia 2025

W Oktawę Bożego Narodzenia...

 ...życzę Wam, 
by każda historia,
która zdarzy się w nowym roku 
i którą później opowiecie, 
zaczynała się od Miłości, 
a kończyła wzruszeniem...


Wielu szczęśliwych, pięknych,
słodkich jak te ciasteczka, 
smakujących wybornie chwil...
w dobrym zdrowiu,
w spokoju,
w poczuciu bezpieczeństwa,
z dala od wszelkich zawirowań tego świata... :-)


Chranna



piątek, 19 grudnia 2025

Śnieżyca?... Czy może... gwiazdozbiór Libra...?

Dlaczego Libra? 
Bo to mój znak zodiaku ;-))
Sześć śnieżynek/gwiazdek. Niby nic. Ale rozpiętość ramion 15 cm we frywolitce to jednak coś. Mam nadzieję, że choć troszkę ucieszyły obdarowaną :-))






Jak widać, plotłam je dwoma czółenkami z pomocą szydełka.
A przy okazji chwalę się pieczątką, której się wreszcie dorobiłam!
:-))

No... i dość tego mojego gwiazdorzenia. 
Święta tuż, tuż.
Uważać należy, byśmy wcześniej nie pomarli z zakrzątania 😂
Wszystkiego najpiękniejszego na te ostatnie dni adwentowego oczekiwania :-))
Chranna

niedziela, 7 grudnia 2025

I po sezonie... na zielonym tronie

 Zdążyłam, wygrywając wyścig z czasem. Mikołaj i sesja były gotowe 4 grudnia, ale pokazuję go po 6 grudnia, bo przecież na obrazku skrzynka opróżniona z listów, a w ich miejscu ciasteczka dla smakowania błogiej chwili po dobrze wypełnionej misji.

Mikołaj już zasłużenie odpoczywa po swojej ciężkiej pracy, zaczynając sezon urlopowy ;-)) To sam początek urlopu: odciski jeszcze nie zagojone, a w szklance mleko ku trzeźwości. Ale mały pomocnik już podsuwa coś mocniejszego do wypicia, bo teraz, bez chmary dzieciaków wokół siebie, już przecież można ;-))

I ja pracy niemało miałam przy nim. Kilometry zielonych nitek ciągnęły się w nieskończoność, no a potem ta kreska trzema różnymi grubościami  - wszystko to troszkę dało mi w kość :-))

Mikołaj ma odciski na stopie, ja bolące stawy. Od barków poczynając, a na palcach obu dłoni kończąc :-(
Ale jest też i satysfakcja, że kolejne zamierzenie hafciarskie zostało zrealizowane :-)
To teraz fotki:






Magda z blogu Mniej słów  zachwyciła mnie wyborem koloru na tło. Poszłam za Jej przykładem i z efektu jestem zadowolona. Obrazek jest bajecznie kolorowy i wesoły, jak na radosny czas świąteczny przystało.
Za wszystkie miłe odwiedziny i pozostawione komentarze z serca dziękuję i polecam się na przyszłość.
Życzę Wam radosnego oczekiwania przez kolejne dwa tygodnie adwentowe na świętowanie narodzin maleńkiego Jezusa :-))
Chranna

wtorek, 11 listopada 2025

Kapcie... fotel... pled... okulary... tamborek... igła... a w tle jazzowe standardy... czyli MOJA JESIEŃ

 Witajcie w moich pieleszach.
Co tam u Was, Kochani? Jak się macie w ten jesienny czas?
Bo jeśli o mnie chodzi... to zasiedziałam się.
W zielonym fotelu!
Zaraz po Zaduszkach, 4 listopada rozpoczęłam pracę nad obrazkiem 

Santa's vacation

Odkąd tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że na pewno go wyszyję, jeśli tylko Bóg da. No i daje, póki co ;-))

Taki był początek:


No a tak jest dziś, czyli równo tydzień później:


Mogę więc śmiało powiedzieć, że jak na siedem dni, jest dobrze i mam nadzieję, że zdążę na czas, choć roboty przy tym obrazku jest jeszcze huk. Haftuje mi się świetnie. Jak dotąd tylko jedną pomyłkę zaliczyłam, ale niewielką, więc prucia było ledwie kilka krzyżyków. 
Po rozległych, zielonych polach, na obrazku wreszcie zaczyna się coś dziać. No ale będzie się to wiązało z częstszą zmianą nitek i, co za tym pójdzie, nieco zwolni moja turbo - igiełka...
Przy pracy towarzyszy mi nowy magnesik, który sobie sporządziłam z broszki po odpiłowaniu zapinki. Jest uroczy, bo z purpurowymi i białymi markazytami, pięknie iskrzącymi się w świetle :-))  
Na tło, wzorem Magdy, wybrałam lazurowy kolor. Zachwycił mnie efekt, jaki u Niej zobaczyłam.
Madziu, dziękuję za Twoją inspirację!


Dziękuję Wam za miłe przyjęcie moich ostatnich prac, za wszystkie budujące komentarze i Waszą obecność. Trzymajcie się ciepło i zdrowo. Dla Was te nutki niżej...


Do sklikania :-))
Wasza Chranna

poniedziałek, 13 października 2025

Motywy i tonacje z Fryderykiem w tle - ukłon w stronę Dam

Cześć.
Lubicie jesień?
Ja lubię. 
Przede wszystkim za światło nie tak jaskrawe, jak latem, lecz ciepłe, muskające, cudne! 
Za migotanie złotych, brzozowych liści w tym świetle słonecznym.
Za barwy. 
Za słoiki pękate wszelakim dobrem w spiżarkach.
Za czas sprzyjający robótkowaniu bez spoconych rąk.
Za dłuższe wieczory dla kontemplacji, rozmów z samą sobą.
W ten jesienny czas wybrały się do mnie dwie koleżanki poznane na portalu fotograficznym. Z dość daleka, bo jedna z Warszawy, druga z Cieszyna. Nasz "zlot" miał miejsce z początkiem drugiej dekady października. Na tę okoliczność przygotowałam maleńkie upominki dla obu pań. Decyzja o spotkaniu zapadła spontanicznie i czasu nie było tak wiele, by pokusić się o coś większego.
Pierwszy to zestaw: magnes i zakładka do książki z motywem nawiązującym do portugalskich azulejos.





W drugim zestawie też znalazła się zakładka do książki, powstała z inspiracji Ani - Penelopis .
Haftowało mi się bardzo przyjemnie, bo w tle dochodziły mnie dźwięki nokturnów, etiud i walca Chopina, jako że, jak wiadomo, trwały i nadal trwają przesłuchania konkursowe pianistów z całego świata. Dlatego na pierwsze zdjęcie wybrałam takie z tłem w postaci miękkiego i milutkiego pledu z zapisem nutowym na fortepian, który umilał mi tamten czas pracy z igłą.
Moja wersja zakładki wygląda tak:






Jedynym rozwiązaniem na bezproblemowe zakończenie obszywania zakładki satynowym sznurkiem było zastosowanie koralika z dużym otworem, ciasno okalającego obie końcówki. W swoich zachomikowanych koralikowych skarbach miałam tylko jeden, niestety nie beżowy, a taki:
 

Ponieważ obie Panie, podobnie jak ja, kochają muzykę i pianistyka nie jest im obca, a trwa właśnie XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, do zakładek dołączyłam takie kubki z klawiszami :-)


O, cholerka. Teraz zauważyłam, że na tym zdjęciu z kubkiem pled położyłam odwrotnie i zapis nutowy jest "do góry nogami", ale zdjęcia już nie powtórzę, więc niech tak zostanie. Na pierwszym zdjęciu jest OK. Mam nadzieję, że pianistki mi wybaczą tę przewrotność :-)) 
I to tyle na dziś. 
Dziękuję serdecznie za ciepłe przyjęcie moich haftów z poprzedniego wpisu i życzę Wam pogodnej jesieni :-))
Teraz wracam do mojej wiosennej "wiedźmy", bo już naprawdę niewiele mi pracy przy niej zostało.
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się żadnym covidom i grypom!
Chranna

sobota, 13 września 2025

Tempus fugit


Leopold Staff

Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.

Ledwo ponad mogę sięgnąć okiem
Na pola szarym cichnące milczeniem.
Serce uśmierza się tętnem głębokiem.
Czemu nachodzisz mnie, wiosno, wspomnieniem?

Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu
I mącisz moją rozmowę z ptakami?

No i jak tu się w tym połapać!
W czym?
Ano w tym galimatiasie z porami roku, jaki towarzyszył mi przy moich ostatnich  przedsięwzięciach. Bo nic nie działo się, jak się dziać powinno.
Wiosną wreszcie oprawiłam haft letni z łódkami rybackimi. Wygląda tak:


Lato spędziłam z haftem wiosennym. Średnich rozmiarów, bo to znany wszystkim chyba hafciarkom Ekateriny Gafenko SPRING WITCH.
Jak dotąd pracowało mi się fantastycznie przy stawianiu krzyżyków i półkrzyżyków. Wszystkie już postawione i zaczęłam pracę nad kreską. Mam przygotowaną ramkę i sztywnik do podklejenia haftu, ale nie wiem, czy zdecyduję się na przyklejenie tego sztywnika, czy też na naciąganie tkaniny z tyłu. Myślę, że zdecyduję się na podwójne passe-partout: lniane w kolorze beżowym z brązowym paseczkiem wokół. 
Tak to wygląda na dziś:




Rozprawiłam się też z miechunkami (haftem jesienno-zimowym, który... UWAGA!... lat osiem czekał na oprawę w pudełku!!). Pisałam o tych miechunkach tu No i wreszcie dostały ramę. Miała być piękna, włoska... Zamówiłam i... okazało się, że odstawiono fuszerkę przy przecierkach. No cóż, czeka mnie robota przy tej ramie, bo to, co wisi teraz na ścianie, woła o pomstę do nieba :-( 
Zrezygnowałam z passe-partout, bo wydało mi się, że charakter motywu kłóciłby się z taką oprawą. Na razie jest tak, a czy uda mi się jakoś uratować tę ramę?...Ano zobaczymy...





Dziękuję za ogląd i komentarze pod poprzednim postem.

Ściskam Was mocno i do sklikania.

Wasza Chranna